Do kiedy sterylizować smoczki i butelki?

Sterylizacja smoczków i butelek staje się rutyną zanim się zorientujemy. Właśnie myłam butelki i przygotowywałam je do sterylizacji, kiedy zaczęłam się zastanawiać jak długo trzeba sterylizować? Gwiazda ma już 5 miesięcy, zaczęliśmy wprowadzać inne produkty do jej diety. Zrobiła się też bardziej ruchliwa. W pogoni za zabawką, którą próbuje złapać, potrafi przewracając się z boku na bok „wyjechać” z maty i dywanu na podłogę. A tam wiadomo, morze zarazków.

Tak więc przeszukując różne źródła, trafiłam oczywiście na kilka różnych zasad kiedy zaprzestać sterylizowania butelek i smoczków po każdym użyciu.

1. Do czasu aż dziecko zacznie raczkować – bo skoro i tak będzie miało kontakt z zarazkami z podłogi, to sterylizowanie butelek mija się z celem. Jest w tym sens, ale w butelkach mogą się rozwijać inne bakterie niż te, które dziecko znajdzie na podłodze, więc to chyba trochę za wcześnie aby całkowicie rezygnować ze sterylizacji, może zamiast sterylizować po każdym użyciu, sterylizować wszystko raz dziennie?

2. Jak będzie już co najmniej od miesiąca jadało zupki z mięsem – bo wzmocniony organizm łatwiej zwalcza bakterie. Nie bardzo rozumiem, co ma mięso do odporności i bakterii… Może miałoby to sens, gdyby wszystkie mamy rozpoczynały rozszerzanie diety dziecka tak jak zaleca WHO, czyli po 6 miesiącu życia. Wtedy ten moment ograniczenia sterylizacji przypadałby ok 8-9 miesiąca. Ale WHO swoje, mamy swoje. Gwiazda lubi inne jedzenie niż mleko. Ma skończone 5 miesięcy i właśnie zaczyna jeść zupki z mięsem, ale to temat na oddzielny wpis. Licząc ten miesiąc od teraz, ograniczenie sterylizacji w wieku 6 miesięcy to chyba jednak zbyt wcześnie…

3. Jak dziecko skończy rok, bo wtedy zaczyna też korzystać ze zwykłych naczyń i sztućców – pije ze szklanki, je łyżką. Ale przecież nie każde dziecko pije ze szklanki w takim wieku, a te wszystkie kubki niekapki składają się z tylu części i mają tyle zakamarków, że tam też Bóg wie co może się gromadzić i rozwijać. To to też trzeba, moim zdaniem, sterylizować. No może nie po każdym użyciu, ale mimo wszystko często…

Pediatra zaleca sterylizować po każdym użyciu dopóki dziecko nie skończy roku. Nie można też przesadzić w drugą stronę i próbować trzymać dziecko od zarazków jak najdłużej. Tego nie da się uniknąć, a zbyt długie sterylizowanie, kiedy dziecko ma już rozwinięty system odpornościowy może powodować większą skłonność do aft w późniejszym życiu.

Ciężko mi w tym momencie ocenić, który moment jest właściwy. Zapewne czas pokaże i wszystko „wyjdzie w praniu”.

Jak długo Wy sterylizowałyście/zamierzanie sterylizować butelki i smoczki waszych dzieci?

A gdyby tak można było przenieść się w czasie…

Któregoś dnia przerzucając kanały w telewizji trafiłam na odcinek serialu „Outlander”. Oglądałam go oczarowana, pochłonięta w całości. Gdy dowiedziałam się, że serial oparty jest na książce, postanowiłam najpierw ją przeczytać, a potem obejrzeć cały sezon serialu.

Książka ta to „Obca” Diany Gabaldon. Nie jest to żadna nowość, książka ukazała się w 1992 roku, pierwsze wydanie w Polsce w 1999 roku, ale nie sądziłam że fantastyka historyczna może tak wciągać!

4489_99905654489

Główną bohaterką całej serii jest Claire. Wszystko zaczyna się w 1945 roku, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Claire wraz z mężem spędza wakacje w Szkocji w poszukiwaniu śladów po jego przodkach. Na skutek pewnych wydarzeń i kamiennego kręgu Claire trafia do 1743 roku i przypadkiem trafia na przodka męża. Wszystko komplikuje się coraz bardziej, Claire wpada w tarapaty i żeby uniknąć angielskiego więzienia, musi zostać Szkotką, a najkrótszą drogą do tego jest… małżeństwo ze Szkotem.

Doskonałe połączenie powieści przygodowej, historycznej, fantastyki i romansu. Opowieść o wielkiej miłości, rozgrywająca się w dwóch planach czasowych: współcześnie i w XVIII wieku. Wspaniała zabawa… fantastyczne przygody… romans… seks… Idealna lektura, by oderwać się od rzeczywistości! „San Francisco Chronicle”

Tak się wciągnęłam, że aktualnie czytam już trzecią część serii. Cała seria intryguje mnie tym, że kiedy czytam i czytam i mam wrażenie, że to już jest kulminacyjny moment książki, nagle się okazuje, że do końca jest jeszcze jakieś 200 stron. I zżera mnie ciekawość, co takiego może się jeszcze wydarzyć???

Książka w standardowej cenie kosztuje 32,90zł, a na nieprzeczytane.pl można ją kupić za 23,30zł. 

Zachęcam do przeczytania.

Szycikowy zestaw do spacerówki

Spacerówka mojej gwiazdy fabrycznie wyłożona jest tym samym materiałem, którym jest pokryta. Może i jest to praktyczne pod względem czyszczenia zabrudzeń, ale przy wysokich temperaturach musiałam podkładać pieluszkę, bo materiał nie przepuszcza powietrza i mała budziła się zlana potem. Na szczęście wkładkę da się wyciągnąć i zastąpić ją czymś bardziej przyjaznym dla skóry dziecka.

Po długich poszukiwaniach zdecydowałam się skorzystać z oferty Szycikowo Hand Made Spodobały mi się nie tylko materiały, ale również bardzo miła obsługa i profesjonalne podejście. Zestaw został uszyty zgodnie w wymiarami mojej spacerówki. Wytłumaczono mi gdzie i jak wymierzyć spacerówkę, żeby podać właściwe wymiary i odległości.

Nasz zestaw składa się z:
- dwustronnej wkładki
- ochraniaczy na szelki
- poduszki-motylka
- sensorycznego ochraniacza na barierkę z metkami

W gratisie otrzymaliśmy też pasujący kolorystycznie sensorek :)

szycik

Zestaw został sprawdzony w Portugalii przy temperaturach 35-40 stopni. Mała sporo czasu spędza w spacerówce. Co najmniej jedna drzemka dziennie jest w wózku. Materiał jest miły w dotyku, nie nagrzewa się. Mała nie budzi się zlana potem. Plamy bardzo łatwo schodzą, chociaż nawet jak nie mogę od razu zaprać, to i tak mało rzucają się w oczy.

Poduszka-motylek sprawdza się nie tylko jako poduszka. Jest to też super zabawka. Wybrany przeze mnie wzór bardzo ciekawi naszą gwiazdę. Wciąż próbuje łapać kwiatki.

Widząc jak mała tarmosi te metki z ochraniacza na barierkę, myślałam, że długo one nie wytrzymają, ale wszystko jest porządnie uszyte. Nawet zaczepiam za te metki różne zabawki, które mała ciąga i ciąga i nadal żadnej nie zerwała.

Co raz zaglądam na ich stronę na Facebooku i widząc nowe materiały, mam ochotę zamówić coś znowu. Może skuszę się na pościel do łóżeczka? Spodobał mi się materiał w piórka w odcieniach różu, fioletu i niebieskiego…

Pomóż stworzyć codzienną aplikację ciążową

Sprawa jest taka, że coś się dzieje. Pomysł jest taki - pierwsza polska codzienna aplikacja ciążowa. Prototyp istnieje w formie papierowego kalendarza. Fanpage aplikacji na Facebooku kwitnie – tylko się cieszyć. Brakuje tylko jednego – wsparcia finansowego.

Aktualnie trwa taka akcja TUTAJ. Pozostały prawie 2 tygodnie do końca. Początkowo chodziło o zebranie 7000zł na aplikację, ale coś się zmieniło…

Znalazł się też inwestor, który jest gotowy wyłożyć połowę potrzebnej sumy. A co z drugą połową? Za sprawą inwestora celem jest próg 3500zł, zamiast początkowych 7000zł.

Co znajdzie się w aplikacji?

Aplikacja startuje w 6 tygodniu ciąży, a kończy w 42 tygodniu. Podzielona jest na 3 trymestry od 6 do 40 tygodnia oraz 2 tygodnie dla leniuszków.

W każdym trymestrze znajdują się inne kategorie informacji:
- rozwój dziecka
- badania w każdym trymestrze
- dolegliwości ciążowe
- dieta kobiety ciężarnej
- emocje w ciąży
- prawa kobiety ciężarnej
- porady dla przyszłego taty
- aktywność fizyczna
- porady zakupowe
- jak wygodnie urządzić kącik dla maleństwa
- torba do szpitala
- przygotowanie do porodu
- wstęp do karmienia piersią

Dodatkowe 2 tygodnie zawierają informacje o naturalnych i medycznych sposobach wywoływania porodu.

Wszystkie informacje były konsultowane z położną, ginekologiem, dietetykiem, fizjoterapeutą oraz doradcą laktacyjnym.

Wielkie odliczanie trwa!

Szczegóły akcji znajdziesz TUTAJ.

Aplikacja będzie całkowicie DARMOWA.

Wesprzyj symboliczną złotówką :)

Dziękuję

Jak utrzymać związek mając dziecko?

Są tacy, którzy rezygnują z siebie i zaczynają żyć obok siebie … nieszczęśliwi. Utrzymanie związku, gdy pojawią się dzieci jest trudne. Ale nie jest niemożliwe.

Na początku wszystko jest pięknie. Motylki w brzuchu, podniecenie na myśl o następnym spotkaniu, tony wiadomości i sex. Następnie przytulanie na kanapie, wspólne weekendowe wyjazdy. wspólne imprezy. Zupełnie nie przeszkadza, że on nawet nie potrafi zrobić jajecznicy. Ona prasuje mu koszule i nawet się na niego nie wścieka, że do białego prania dorzucił czerwoną koszulkę i wszystko po praniu jest różowe. Najważniejsze, że on chciał jej zrobić niespodziankę i wstawił pranie. Wszystko pięknie i wszystko do zaakceptowania. Początek wspólnego życia to jedna z najlepszych rzeczy, jakiej możemy doświadczyć.

Te rozmowy – długie, niekończące się… koncerty, wspólnie spędzone noce do białego rana. Ach, jak wspaniale jest wiedzieć, że on jest tuż obok, że można przy nim zasypiać i przy nim się budzić. Pełnia szczęścia. W tym idealnym momencie, przychodzi decyzja o posiadaniu dzieci. Bo przecież dlaczego nie? Wam dwojgu dobrze się razem żyje, ochota na zabawę powoli mija, nadchodzi czas na stabilizację, a instynkt zwierzęcy też działa swoje. Ach ta chęć prokreacji…

Rodzi się dziecko. Serce przepełnione jest emocjami. Płacze mama, płacze tata, płacze też i dziecko, bo nic innego w tym momencie nie potrafi. I mimo tego wszechobecnego płaczu, ten moment jest idealny. Pewność, że wszyscy się kochają jest większa niż układ słoneczny. Dodatkowo wypełnia nas przeświadczenie, że wszystko zawsze będzie takie. Idealne. I tu właśnie dziecko zaczyna pokazywać, że wszystko się zmieniło. Płacz. Wszystkie noce, co 3 godziny jak w zegarku, albo i częściej… bo przecież głodne, a to ma kolkę, a t0 uwiera mokry pampers, a to dolega coś innego.

Nie jest już tak idealnie…

Dzieci dają radość, której nie da się w żaden sposób sklasyfikować. Słyszałyście na pewno te teksty, że uśmiech dziecka wynagradza wszelkie trudy. I zrozumie tylko ten, kto sam będzie miał dzieci. Prawda jest taka, że nie da się tego wyjaśnić. Natura obdarzyła nas ślepą zdolnością kochania tych małych istot, które sami stworzyliśmy i to jest tak instynktowne jak oddychanie. Jest też powód, dlaczego natura nas tą zdolnością obdarzyła – byśmy nadal chronili te nasze potwory, nawet jak doprowadzają nas na skraj wytrzymałości. I dlatego też dzieci są takie słodkie kiedy są malutkie – byśmy w sytuacji utraty cierpliwości i niekończącego się płaczu jednak nie sprawdzali, czy dzieci potrafią latać.

Ramię, które do tej pory obejmowało nas, teraz trzyma dziecko, prowadzi wózek, niesie torbę/piłkę/lalkę/książkę/cokolwiek innego związanego z dzieckiem. Ręka, która kiedyś spoczywała w naszej podczas spaceru, teraz co chwilę sięga po rzuconą przez dziecko po raz 30-ty zabawkę lub pochylonym, z bólem krzyża, pomaga przejść całą trasę z domu na plac zabaw, bo to małe coś nie chce już siedzieć w spacerówce, tylko przemierzać świat swoimi małymi, jeszcze niepewnymi kroczkami. Ono chce i rodzice mu na to pozwalają, w końcu to małe stworzenie zaczyna poznawać świat… przykuwa uwagę rodziców, którzy skupiając się tylko i wyłącznie na dziecku oddalają się od siebie.

Nie ma romantyzmu, który by to wszystko wytrzymał. Te dawne niekończące się rozmowy, które tak zbliżały was do siebie, zostały zastąpione szybką wymianą zdań, relacją wydarzeń dnia i przysypianiem na kanapie… o 22. Zanika ta bliskość między wami, zaczynają się wzajemne pretensje i czepianie się o byle co, bo skrywane przez was emocje w końcu kiedyś muszą wybuchnąć.

Co można na to poradzić?

1. Zorganizować czas bez dzieci. Chociaż raz w miesiącu, a najlepiej dwa razy w miesiącu, wysłać te małe potwory do babci/cioci/sąsiadki na noc. Jeśli nie ma nikogo takiego blisko – wziąć nianię chociaż na kilka godzin, żeby wspólnie wyjść z domu. Pójść do kina, na kolację. Spędzić czas tylko we dwoje. Tak, znowu chodzić na randki! I nie marudzić, że lepiej zostać w domu, bo niania kosztuje. To jest koszt utrzymania waszego związku. Taką cenę chyba możecie zapłacić?

2. Wyjść gdzieś wspólnie ze znajomymi. Dom, dom, wiecznie dom. Po ciężkim dniu pracy, czy to poza domem, czy to w domu przy dzieciach, ważne są inne bodźce. Wyjdźcie, spotkajcie się ze znajomymi, nawet jeśli te małe pasożyty są z wami, to jednak inne otoczenie naturalnie wymusza, byście oboje wspierali się nawzajem, byście oboje skorzystali ze spotkania ze znajomymi jednocześnie dzieląc się opieką nad dziećmi.

3. Odkryć nowe wspólne zainteresowania. Wspólne między partnerami, a nie między dziećmi i rodzicami. Wspólne warsztaty gotowania, wspólne lekcje tańca, wspólne bieganie. Nie ważne co, ważne że znowu we dwoje.

4. Uprawiać sex. No właśnie, po całym dniu pracy najczęściej nie ma się już ani siły ani ochoty na dodatkową aktywność fizyczną. Zaraz zaraz, ale dzieci, szczególnie te małe śpią również w ciągu dnia. Bywają dni, że jesteście razem w domu. Korzystajcie z tego. Niech pranie poczeka, rachunki opłacisz za pół godziny, nic się nie stanie jak obiad nie będzie gotowy na zawsze tą samą godzinę. Nie szukajcie wymówek na nie, skorzystajcie, że ta godzina, pół, a nawet 15 minut, jest tylko dla was.

5. Egoistycznie pomyśl o sobie. Wyjdź z koleżankami, innym razem niech on wyjdzie z kolegami. Każde z was potrzebuje odetchnąć, skupić się choć chwilę tylko na sobie. Wybierz się do SPA, do kina, czy na kawę z przyjaciółką. Wystrój się przy tym, poczuj się atrakcyjną kobietą, a nie tylko matką. Niech zdrowa zazdrość wedrze się do waszego związku.

6. Komunikujcie się. Wysyłajcie sobie gorące SMSy, zostawiajcie sobie karteczki post-it na lodówce, piszcie do siebie maile, przesyłajcie linki do utworów muzycznych przez messangera. Każda forma komunikacji między wami pomaga utrzymać związek.

Ta osoba, z którą się związaliście nadal tam jest. Może nieco zmęczona i zdezorientowana, ale nadal tam jest i można ją odkryć na nowo. Trzeba tylko chcieć.

Infant na pokładzie

Przyszło nam lecieć samolotem. Z Malutką. Bilety kupione już w kwietniu. Dowód osobisty wyrobiony. Dopiero tydzień przed lotem pojawił się stres. Jak przygotować się do lotu z 3 miesięcznym dzieckiem??? Stres stresem, ale nie ma co panikować.

Najlepiej już przy zakupie biletu sprawdzić, co można przewozić lecąc z takim maleństwem. Mimo że nie płaci się nic, za to że leci się z niemowlęciem, to limit bagażu w Small Planet wzrasta o dodatkowe 10kg. W dodatku można wziąć i wózek i fotelik samochodowy. Gondolę nadaliśmy razem z bagażem, fotelik samochodowy na kołach mogliśmy mieć aż do momentu wejścia na pokład.

Ale zaczynając od początku… Nasz podróż zaczęła się już o 6 rano, na lotnisko mieliśmy 2 godziny jazdy samochodem do Gdańska. Coś mnie tknęło i stwierdziłam, że lepiej wyjechać godzinę wcześniej. I dobrze, że mnie tknęło. Remonty drogi, ruch wahadłowy, objazdy. Podróż na lotnisko w efekcie trwała 3 godziny. Mała ładnie spała. Gdy oddawaliśmy samochód na parkingu przy lotnisku, zaczęła trochę marudzić z głodu. Zostaliśmy odwiezieni  pod same drzwi lotniska w Gdańsku. Chciałam ją najpierw przewinąć. Niestety nigdzie nie widziałam znaków wskazujących na pokój czy chociażby ten rozkładany stół do przewijania niemowląt. Na szczęście mam taki fajny podróżny zestaw do przewijania. Małą przewinęłam w damskiej toalecie, na blacie, między jednym a drugim zlewem. Nie było też żadnego ustronnego miejsca, żebym mogła spokojnie usiąść i nakarmić Małą. Usiadłam po prostu na ławce, nakryłam małą pieluszkę i nakarmiłam z piersi, a wokół chodzili ludzie i gapili się, bo ona strasznie głośno przełyka.

Miłą niespodzianką była odprawa. Gdy stanęliśmy w tej długiej kolejce, po chwili pojawiła się przy nas pani z obsługi lotniska, że rodziny z dziećmi idą do okienka bez kolejki. Mieliśmy kilka toreb, do tego wózek i fotelik. Pani pomogła nam się ze wszystkim zabrać. Mega plus za to. Jak już wspomniałam wcześniej, bez problemu wraz z bagażem nadaliśmy gondolę wózka.

Podczas kontroli bagażu osobistego już tak miło nie było. Okazało się, że przygotowana przeze mnie woda dla Małej w buteleczkach negatywnie przeszła testy w maszynie, która sprawdza zawartość przewożonych płynów.  Przegotowaną wodę musiałam po prostu wylać. Pani poinformowała mnie, że nawet jeśli była to tylko woda, to butelka mogła być źle umyta lub niewłaściwie wysterylizowana, a ich ustrojstwo już wykryje niepożądane substancje. Puste buteleczki mogłam już przewieźć. Na szczęście nie było problemu, żeby poprosić o wrzątek w kawiarni w hali odlotów. Nawet nic za to płacić nie musiałam, a do czasu lotu zdążyło przestygnąć.

Przy tej kontroli płynów pani poradziła mi również, żebym na przyszłość nie kupowała słoiczków Hipp na podróż. Nie wiadomo co jest w tych słoiczkach, ale ich ustrojstwo wykrywa w nich jakieś nieakceptowane substancje i wszystkie są zabierane. Daje do myślenia… ciekawe cóż to za substancje??? i dlaczego znajdują się w słoiczkach z jedzeniem dla dzieci???

W hali odlotów, przyjemny szum, Mała szybko zasnęła. Jednak klimatyzacja tak mocno tam chodzi, że musiałam ją przykryć. Nie ważne, że to lato, a za oknem był upał, kocyk się przydał.

Miejsca w samolocie były przydzielone na bilecie, więc poczekaliśmy aż wszyscy wsiądą i weszliśmy na samym końcu. Tuż przed wejściem do samolotu, w rękawie, pracownik lotniska zabrał ode mnie wózek. Na pokładzie powitała nas stewardessa słowami „O, infant na pokładzie”. Pomogła mi przypiąć Małą pasem na moich kolanach. Gdy samolot zaczął kołować, Mała otworzyła oczy i przyssała się do cyca. Nie sądzę by była głodna, jadła godzinę wcześniej. Podobno to najlepsze dla dziecka na start i lądowanie samolotu, wtedy odpowiednio oddycha, przełyka i wyrównuje ciśnienie w uszach. Podczas lotu większość czasu spała, trochę ze mną pogadała po swojemu, mieliśmy też spakowane jej ulubione zabawki. Oczywiście woda się przydała, była już w odpowiedniej temperaturze do picia, zrobiłam Małej mm, bo ja z tego stresu całą podróżą niewiele miałam pokarmu w piersiach. Gdy samolot zaczął się powoli zniżać do lądowania, zasnęła i obudziła się dopiero jak już byliśmy na lądzie.

W przestworzach 2 razy zrobiła kupę :P i to tak głośno, że ludzie z siedzeń przed nami się odwrócili :P hahaha… Trochę bałam się czy zmieścimy się w samolocie na tym przewijaku w toalecie. Muszę przyznać, że jak na tak małą przestrzeń, jest ona bardzo dobrze wykorzystana. Bez problemu zmieściłyśmy się. Z łatwością udało się rozłożyć przewijak, nawet większe dziecko się tam zmieści. Mała zajęła może 2/3, miałam jeszcze dużo miejsca, żeby rozpakować kosmetyczkę. Nie wiem czy to inne ciśnienie tak na nią działa, czy dostała „rajzensraczki”, ale przydały się dodatkowe ubranka. Za każdym razem kupy było tyle, że pampers nie dawał rady i niestety wyciekało. Za drugim razem aż sama się zastanawiałam, skąd ona to wszystko bierze? Gdzie to się w niej mieściło???

Była taka grzeczna, że większość osób w ogóle nie zwróciła uwagi, że leciało niemowlę. Niestety stewardessa wprowadziła mnie w błąd, mówiąc że wózek dostanę od razu przy samolocie. Wysiadłam i czekam z Małą na rękach. Czekam i czekam, ludzie wysiadają, a my stoimy przy tych schodkach. Aż podszedł do nas pracownik lotniska i powiedział, że wózek dostaniemy dopiero w hali przylotów na pasie bagaży niestandardowych.

Minęło dobre pół godziny zanim pojawiły się nasze bagaże, w tym czasie nakarmiłam Małą, bo lot trwał 4 godziny,  ale widocznie tak jak ja, podczas lotu miała ściśnięty żołądek. Mała się najadła, a wózka nie ma… Z naszego lotu czekał jeszcze jeden Pan na deskę do surfowania, więc nadzieja była. W końcu pojawił się i wózek -  fotelik samochodowy, baza z kołami oraz gondola. Obejrzałam z każdej strony, czy nie uszkodzony i w końcu wyjechaliśmy :) Jak tylko Małą położyłam w gondoli, odetchnęła z ulgą.

Spędziła 3 godziny w foteliku samochodowym w podróży na lotnisko, potem niecałą godzinę w gondoli do czasu odprawy bagażu, znowu godzinę w foteliku samochodowym w hali odlotów, 4 godziny w pozycji półleżącej na moich kolanach i mojej mamy, a potem jeszcze godzinę na rękach w hali przylotów czekając na wózek. To wszystko strasznie męczące dla tak małego dziecka. I tak jestem z niej dumna, że była tak grzeczna i praktycznie nie marudziła. W ogóle nie płakała.

Podsumowując, latanie z dzieckiem wcale nie jest trudne. Bez paniki zapakować się jak na normalne wyjście z domu, no może trochę bardziej…

  1. Przeliczyć godzino-pieluchy, żeby wiedzieć ile wziąć pampersów, dorzucić dodatkowe 3, tak na wszelki wypadek.
  2. Przeliczyć dotychczasową zdolność dziecka do obsrywania się po pachy, aby określić ilość zapasowych ubranek do zapakowania do bagażu podręcznego, dodać jeden dodatkowy komplet.
  3. Zapakować dodatkowe woreczki foliowe na brudne ubranka.
  4. Przeliczyć pory jedzenia. Również w przypadku karmienia piersią warto zabrać awaryjną butelkę i porcję mm.

100 dni za nami – serce pamięci

Wczoraj minęło 100 dni od narodzin mojej córeczki. Jak ten czas szybko leci… Gdy się urodziła, ubranka na 56 były na nią za duże, bo mierzyła tylko 52cm. Teraz chowamy już głęboko do szafy ubranka na rozmiar 62, bo część jest już za mała. Ze zdziwieniem patrzę na ubranka w rozmiarze 56 na dnie szafy i zastanawiam się, kiedy to ona tak szybko urosła? Trochę jej przybyło jak ją trzymam w ramionach, ale to nadal moje maleństwo.

Aby zachować te wszystkie tak ulotne chwile, zebrałam 100 najlepszych zdjęć z tych pierwszych 100 dni i wysłałam do wydrukowania jako fotoksiążka. Jestem bardzo ciekawa efektu :)

Zainspirowana blogerką MamJu, zdecydowałam się również na stworzenie takiego serca pamięci, ale do zrobienia go wykorzystałam zwykłego Worda. Zamówiłam też już antyramę w formacie A3 i zamierzam  takie duże serce wydrukować i powiesić w pokoju Laurki.

serce pamieciA czy Wy też upamiętniacie narodziny i pierwsze tygodnie życia waszych dzieci?

Forum ciążowe – współczesne grupy wsparcia

Kilka lat temu, gdy ktoś mówił, że jest w grupie wsparcia, od razu nasuwały się na myśl grupy wsparcia AA lub dla osób z problemami psychicznymi. Aktualnie grupy wsparcia weszły w nasze życie w nieco innej formie. Dzięki internetowi i mediom społecznościowym korzystamy z nich, choć nazywają się zupełnie inaczej.

Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, a w moim otoczeniu nikt więcej nie był, postanowiłam szukać bratnich dusz w internecie. Trafiłam na forum fajnamama.pl i dołączyłam do grupy, w której były już dziewczyny z terminem porodu na ten sam miesiąc – marzec 2016. Wtedy jeszcze nie sądziłam, jak wielką rolę w moim życiu odegra to forum, a właściwie te dziewczyny.

Cieszyłam się, że mogę porozmawiać z osobami, które w podobnym czasie przeżywają podobne rzeczy. Dzieliłyśmy radości i smutki. Cieszyłyśmy się każdym nowym zdjęciem USG naszych dzieci. Przeżywałyśmy złe wyniki. Robiłyśmy sobie smaka na przeróżne potrawy, aby zaspokoić nasze ciążowe zachcianki. Wspólnie walczyłyśmy z dolegliwościami i marudziłyśmy na tych naszych okropnych chłopów ;)  I choć wtedy nie zwracałam na to uwagi, tak teraz wiem, jak ważne było takie wsparcie.

Jak ja przeżywałam te porody! Wszystkie razem i każdej z osobna. Jak obstawiałyśmy, która następna trafi na porodówkę. Jak codziennie rano po przebudzeniu sprawdzałam wiadomości, czy może któraś w nocy urodziła? Jaka radość była patrzeć na te wszystkie nasze maleństwa.

A potem te maleństwa zaczęły rosnąć. I choć ta grupa wsparcia miała być tylko ciążowa, tak i teraz jest dla mnie bardzo ważna. Nasza mini-społeczność, gdzie możemy otwarcie porozmawiać na tematy, o których ze znajomymi raczej nie rozmawiamy. Taka właśnie powinna być grupa wsparcia – przełamująca wszelkie tabu, pozwalająca ludziom rozmawiać otwarcie nawet na tematy krępujące. Bo tak ważne jest w życiu, by nic nie dusić w sobie, by rozwiewać troski i obawy.

To dzięki Wam zwróciłam uwagę, że wciąż kupuję ubranka swojej córeczce, a moja szafa wciąż jest w stanie sprzed ciąży. Motywujecie mnie do ćwiczenia, bo przecież w końcu musi się udać pozbyć tego cellulitu. Wciąż wbijacie mi do głowy, że matka to nie jest kreatura bez makijażu i w wyciągniętym dresie. Matka to nadal kobieta, która powinna czuć się sexy. A dziecku nie stanie się krzywda jeśli chwilę popłacze, bo mama robi makijaż, żeby podobać się samej sobie. W końcu szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Dziękuję Wam moje kochane dziewczyny, że mogę razem z Wami przeżywać tak ważne chwile w moim życiu, wspólnie z Wami wchodzić w świat macierzyństwa. Czytając Wasze wpisy, nie raz poprawiałyście mi humor, a nawet tarzałam się ze śmiechu po podłodze. Dziękuję za rady i słowa otuchy, gdy miałam gorsze momenty. Właśnie tego wtedy potrzebowałam, a Wy byłyście tam dla mnie, nawet jeśli był to środek nocy.

Nie boję się mówić, że korzystam z grupy wsparcia. Wspierają mnie fantastyczne dziewczyny – żony, narzeczone, matki. Bez nich byłoby zdecydowanie trudniej i dużo nudniej. Każdej ciężarnej życzę, by trafiły na takie osoby, bo kobietę w ciąży najlepiej zrozumie druga kobieta w ciąży, a jeszcze lepiej, gdy jest ich cała zgraja :)

Kiedy wyjąć wkładkę noworodkową z fotelika samochodowego?

Jeszcze niedawno sama przeszukiwałam internet, aby znaleźć odpowiedź na to pytanie.  Nasza Mała ma już prawie 3 miesiące. Dosyć często przemieszczam się z nią samochodem. Fotelik samochodowy używany jest praktycznie codziennie. Jeszcze niedawno ładnie w nim siedziała, ale ostatnio zauważyłam, że ta wkładka wpływała już źle na jej sylwetkę. Wypychała ramionka do przodu, ściskała mi dzieciaka i sprawiało to wrażenie, jakby miała zapadniętą klatkę piersiową. W dodatku Te szelki pasa zamiast wychodzić z fotelika na wysokości ramion, wychodziły przez wkładkę noworodkową na wysokości łopatek naszej córeczki.

Po co jest ta wkładka?

Wkładka noworodkowa przeznaczona jest, jak sama nazwa mówi, dla noworodków (oraz niewielkich niemowląt). Fotelik niemowlęcy sam w sobie jest za głęboki dla noworodka i nie zabezpiecza też główki maleństwa. Wkładka ma na celu dopasowanie fotelika do mniejszego pasażera, aby zapewnić właściwą pozycję delikatnego i drobnego ciałka noworodka w zbyt dużym foteliku.  Niestety część rodziców traktuje tą wkładkę jako swego rodzaju poduszkę i stosują ją zdecydowanie dłużej niż powinni, czym szkodzą dziecku. Jeśli dziecko urosło i widać, że wkładka jest już za ciasna, to znak że trzeba ją wyjąć.

Kiedy wyjąć wkładkę?

Co producent, to inne zalecenia. Przeszukałam internet, pokorespondowałam z producentami i doszłam do poniższych wniosków:

1. Wg producentów wkładka noworodkowa robiona jest pod „noworodka Kowalskiego”, czyli na dziecko 56cm, 3500g. Sugerują oni, żeby wkładkę używać co najmniej do czasu skończenia 3 miesięcy – mniej więcej do uzyskania wzrostu 62cm.

2. Zdecydowana większość dzieci rodzi się mniejszych niż noworodek Kowalski, już nie mówiąc o wcześniakach, które zwykle mierzą poniżej 50cm. Dlatego producenci przesuwają sugerowaną datę do 5 miesięcy, bo taki 5-cio miesięczny wcześniak będzie porównywalny z 3 miesięcznym dzieckiem urodzonym w terminie.

3. Jeśli dziecko urodziło się ok 60cm, to wkładka noworodkowa pewnie przyda się tylko na podróż ze szpitala do domu. Wkładka ma pomóc zachować dziecku prawidłową pozycję podczas podróży. To że producent napisał, żeby wkładkę stosować do 5 miesiąca, nie zwalnia rodziców z myślenia.

4. Zimą dziecko ma na sobie zdecydowanie więcej warstw. Może się okazać, że wkładka noworodkowa jest zbędna, bo te warstwy ubrań pomagają dziecku zachować odpowiednią pozycję, nawet jeśli w foteliku podróżuje standardowy noworodek Kowalski.

Kiedy więc jest ten właściwy moment?

Obserwuj dziecko. Sama się zastanów, czy Tobie w takiej pozycji byłoby wygodnie. Zobacz jak prawidłowo powinno być zapięte dziecko, na jakiej wysokości powinny znajdować się pasy.

Jeśli nadal korzystasz z wkładki tylko ze względu na zagłówek i właściwą pozycję główki dziecka podczas podróży, a krzywisz kręgosłup dziecka źle wyprofilowaną częścią za plecami, po prostu zmień wkładkę. Są takie, które przede wszystkim zabezpieczają główkę. Ja wybrałam wkładkę Red Castle. Ma podwójny zagłówek. Gdy dziecko podrośnie, wewnętrzny zagłówek można wymontować.

pol_pl_Wkladka-do-fotelika-2w1-Szary-Perlowy-Red-Castle-1155_2

Jak długo wasze dzieci jeździły z wkładką noworodkową?

 

KONKURS – zdobądź 1 z 5 kalendarzy ciąży

Wygraj 1 z 5 spersonalizowanych kalendarzy ciąży w formie kalendarza zdzieraka z poradami dopasowanymi do poszczególnych etapów ciąży. Każdy kalendarz jest drukowany specjalnie w odniesieniu do przewidywanej daty porodu.

Co należy zrobić?

  1. Polub blog Mama w XXIw.
  2. Udostępnij wpis konkursowy ze strony na Facebooku.

Konkurs trwa do 5 czerwca do godz. 22. 00
Lista zwycięzców zostanie opublikowana na Facebookowej stronie bloga.
Biorąc udział w konkursie wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych na potrzeby konkursu, w tym na publikację swojego imienia i nazwiska we wpisie z wynikami konkursu.
Koszty wysyłki nagród pokrywa organizator.

1Każdy kalendarz jest drukowany specjalnie w odniesieniu do przewidywanej daty porodu. Każda kartka kalendarza wskazuje nie tylko dzień, ale również określa trymestr, miesiąc, tydzień i dzień ciąży oraz ile dni pozostało do porodu, rozpoczynając od 6 tygodnia a kończąc na 42 tygodniu, uwzględnia również ciążę przenoszoną, jeśli akurat Twojego dziecku nie spieszy się do wyjścia.

Na odwrocie każdej kartki, jak w klasycznym kalendarzu zdzieraku, znajdują się porady, odpowiednio dobrane do okresu ciąży, w którym aktualnie się znajdujesz. W każdym trymestrze 7 kategorii – na każdy dzień tygodnia. I tak w I trymestrze znajdziesz porady m.in. o diecie kobiety w ciąży czy typowych dolegliwościach, w II trymestrze o szykowaniu wyprawki czy badaniach, w III trymestrze o porodzie czy przygotowaniu do karmienia. Na kartce pełnego tygodnia ciąży znajduje się informacja o tym jak w danym momencie rozwija się Twoje maleństwo.

Kalendarz można zamówić z jedną z 3 dostępnych okładek.

ok all

Nie chcesz czekać?
Zamów kalendarz już dziś. Specjalna oferta dla wszystkich Ciężarówek, które polubią blog Mama w XXIw.  w zakładce „Zamów kalendarz ciąży”.